Liczniki
Blog > Komentarze do wpisu

Święta, święta i po świętach. I całe, kurna szczęście! W tym roku to był jeden wielki koszmar i cieszę się, że już po wszystkim, prawie. Na kilka dni przed Wigilią Natalka nam zaczęła marudzić częściej niż zwykle, pojawił się katarek i coś tam kaszlała od czasu do czau. No i miły dorzucił oliwy do ognia kładąc mała spać zapominając włączyć ogrzewanie w jej pokoiku. Rano dziecko wstaje trzęsie się z zimna, rączki sine... wieczorem mokry kaszel, nastepnego dnia gorączka... Do lekarza i antybiotyk. W tym samym czasie miły coś mówi, że go łamie... Po kilku dniach dziecku wcale lepiej nie było, mojemu też nie a Wigilia już jutro... No to do lekarza. Natalka ma zapalenie oskrzeli a miły zapalenie migdałków. Ja chodziłam załamana, zła, wściekła wręcz...Od dwóch tygodni sprzątałam mieszkanie, wyczyściłam każdy jego kąt, znalazłam nawet dwa wielkie ogniska grzyba w szafach (uroki mieszkania w UK), wysprzątałam kuchnie na cacy, żeby było miejsce na gotowanie wigilijnych potraw, od miesiąca kombinowałam z dekoracjami... A tu masz! Z czystości zostało zero! Całe mieszkanie wyglądało jakby tornado przez nie przeszło! Wszędzie zasmarkane chusteczki i srajtasma, koce, poduszki rozbebeszone, talerze, miseczki, resztki jedzenia i kubki... Po cholere pic z jednego kubka cały dzien i myć go po sobie skoro w szafce są nowe czyste, nie? A zmywa się, pierze, gotuje samo... Urobiona i wściekła jak jasna cholera nie miałam ochoty na swieta w ogóle. Jedzenia na kolację zrobiłam odrobinkę, byle symbolicznie było, przecież i tak nikt nic nie jadł. Co z tego, skoro nawet to wylądowało w koszu...

Dziś oboje czują się lepiej i całe szczęście, ponad dwa tygodnie męczenia się całkowicie nam wszystkim wystraczy. Tylko Natalce apetyt wraca bardzo powoli, je tylko kiełbasę, której jej odmawiam i chrupki... Udało mi się ją wczoraj zmusić do zjedzenia kilku ziarenek winogron i połowy pomidora. Spróbujemy wyjść dziś na spacer, choć sprawia mi to spory problem, mały jest głeboko i chodzenie po prostu mnie boli. Na zajęcia z dziećmi w tym tyg nie pójdziemy, boję się, że niedoleczona od razu złapie następną infekcję a tutejsze mamy nie przejmują się takimi bzdetami, chore dzieciaki bawią się ze zdrowymi bez problemów.

Wczoraj wyprałam torbę do szpitala. Jak wyschnie zacznę pakowanie. Ależ mi się nie chce...


poniedziałek, 03 stycznia 2011, panijeziora1

Polecane wpisy

  • Przerwa

    Kochani, dostałam sporo emaili z pytaniem, gdzie sie podzialam, kiedy wroce, kiedy napisze itp. Za wszystkie serdecznie dziekuje. Nie pisze, poniewaz od jakiego

  • Obiecanki - cacanki

    Na 30. urodziny maz sprawil mi niespodzianke jakiej bym w zyciu sie nie spodziewala. Uszczesliwil mnie Barcelona. Dokladniej rzecz ujmujac ustalilismy, ze w tym

  • Znikające blogi

    Ponieważ pół nocy nie spałam a dzieci już załtwione (przynajmniej chwilowo), postanowiłam uprzyjemnic sobie poranek kubkiem kawy i blogami, które odwiedzam od k