Liczniki
wtorek, 20 grudnia 2011
Przerwa

Kochani, dostałam sporo emaili z pytaniem, gdzie sie podzialam, kiedy wroce, kiedy napisze itp. Za wszystkie serdecznie dziekuje. Nie pisze, poniewaz od jakiegos czasu jestem notorycznie zla, wsciekla, wkurwiona po prostu na wszystko, wszystkich z powodow i bez powodow. Zalu i pretensji nazbieralo sie we mnie tyle, ze piszac to tutaj wpedzilabym nie jednego w ciezka depresje. To nie tak, ze dzieja sie u mnie jakies tragednie, nie. Poza zrujnowanymi finansami teoretycznie nie mam na co narzekac, po prostu zle mi w glowie i nie bede tym nikogo zanudzac.

Pojawie sie jak mi sie w glowie rozjasni, pouklada lub stanie sie cud. Albo pojde po psychotropy. 

Poki co wszystkim zycze usmiechu szczerego a nie wymuszonego, zdrowia, dostrzegania rzeczy prawdziwych a nie wyimaginowanych i Wesolych Swiat!

Na razie.

19:18, panijeziora1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Obiecanki - cacanki

Na 30. urodziny maz sprawil mi niespodzianke jakiej bym w zyciu sie nie spodziewala. Uszczesliwil mnie Barcelona. Dokladniej rzecz ujmujac ustalilismy, ze w tym roku mam sobie wybrac termin jaki bedzie mi pasowac a on wyciagnie platikowa karte i kupi bilet do Barcelony. Nigdy nie bylam w Hiszpanii choc kiedys uczylam sie hiszpanskiego. Tym bardziej wiec niespodzianka mnie ucieszyla. Wymyslilam, ze najlepiej bedzie pojechac we wrzesniu lub pazdzierniku, gdy turystow bedzie mniej, upal nie bedzie dokuczac i ceny beda bardziej znosne. Kupilam slownik hiszpanskiego, wyciagnelam notatki ze studiow. Rozpoczelam akcje odchudzania, zbierania pieniedzy i informacji. Zaczelam szukac ludzi z couchsurfing mieszkajacych w okreslonej dzielnicy, chce mieszkac u miejscowych i poznac ludzi. Tak.... dobrze sie zapowiadalo.

Tymczasem zaczelismy sie klocic okropnie z mezem, glownie przez malego synka, i jestesmy wredni z powodu zmeczenia, niewyspania, ciaglych klopotow etc. W sobote rano chodze na silownie, w niedziele na joge. To jedyne terminy kiedy w ogole moge wyjsc sama z domu. Rano maz mowi, ze on pojdzie na silownie pierwszy, ja potem, zreszta w ogole nie powinnam isc bo mam okres (tego dnia sie skonczyl). Wrocil moj pan i wladca ok poludnia, wzial prysznic i... zrobila sie pierwsza. Moje zajecia fitness przepadly (9.30 i 10.30) a dzieciali zrobily sie marudne jak jasna cholera. Natalke mozna bylo spokojnie polozyc spac, ale malego nie dalo sie uspokoic. W takich sytuacjach jedynie spacer pomaga. No to zapakowalismy dzieciaki i jazda na dwor. Oczywiscie wsciekla bylam jak cholera a moj w ramach pocieszenia powiedzial, ze i tak mam okres, za to jutro pojde sie wyzyc na jodze. No dobra, w koncu juz po zawodach. Wspomnial tez, ze jutro musi isc do pracy ale na chwile, wieczorem. Rano mlody odstawil niezly mlyn, moj sie ubral w mundur i co? Wyszedl do pracy! Oklamal mnie, nie poszlam na joge, znow bylam caly dzien sama, wrocil o 17ej zdziwiony, ze sie wsciekam.

Dzis rano synek znow zrobil mlyn, wydarlam sie na meza a byla godzina 6a rano. Niedawno na mailu zobaczylam potwierdzenie rezerwacji lotu do Barcelony na... przyszly tydzien! I rezerwacje hotelu! Nie dosc, ze tak szybko, nie dosc ze cholerny hotel to jeszcze jade na wszystkiego poltorej dnia!!!!! Jak do jasnej cholery mozna cokolwiek zobaczyc/poznac w poltorej dnia????? Zeby rezerwacji dokonal jakis baran, czlowiek, ktory nigdy tam nie byl to jeszcze jakos bym zrozumiala, ale on tam kurde mieszkal!!!!! Zna miasto i okolice, wie co tam jest ciekawego i wie ile czasu na to trzeba a mi daje poltora dnia!!!! I jeszcze mowi, ze chce zebym odpoczela... KRETYN!!!!

Teraz finansowa ciekawostka: walczymy ze splata kart kredytowych a na te poltorej dnia wydal 300F !!!!!! Moze sie myle, ale dla mnie to bzdura jakich malo. To kretynstwo. Idiotyzm! Szperajac w necie znalazlam ceny taksowek, wstepow, metra, posilkow itp i jak latwo sie mozna domyslic potrzeba mi troche euro... (taxi hotel-lotnisko to €33).

I jeszcze: lece w srodku tyg a wracam na weekend, czyli mam "odpoczywac" by wrocic do bajzlu pelna geba, na weekend z dzieciakami i mezem...

Mam ochote go udusic. Odpoczac w poltorej dnia...Mam w nosie takie prezenty.

 

Jestem kurewsko wdzieczna kobieta, wiem!

16:10, panijeziora1 , Codziennik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 31 marca 2011
Znikające blogi

Ponieważ pół nocy nie spałam a dzieci już załtwione (przynajmniej chwilowo), postanowiłam uprzyjemnic sobie poranek kubkiem kawy i blogami, które odwiedzam od kilku lat, które lubię itd. Niestety kolejne blogi znikaja... Z jednej strony sie nie dziwię, sama piszę rzadko bo nie ma czasu, bo nie ma chęci etc. Ale jednak smutno się robi, gdy kolejne osoby mówią pa-pa na stronach prowadzonych przez siebie od lat. Mimo, że nigdy nie widziałam ich autorów na oczy to uczestnictwo w ich życiu wytworzyło pewną nić przywiązania. Tak - przywiązania a nie - przyzwyczajenia. Proszę nie mylić pojęć. I to nie tylko ja tak mam. Już kilkakrotnie w sieci czytałam komentarze ropaczliwie smutne wiernych czytelników błagających o jeszcze kilka notek znudzonego autora szykującego się do zamknięcia bloga. To chyba nowe zjawisko emocjonalno-społeczne. Zastanawiam sie skad biorą się takie uczucia, z czego to wynika. Wirtualne więzi. Nie spotkałam się dotąd z tym zagadnieniem w literaturze psychologicznej. Hmmm...

09:27, panijeziora1
Link Komentarze (1) »
środa, 30 marca 2011
Moja kolekcja

Kiedyś kiedyś wieki temu, czyli będąc brzdącem ubranym w białą sukienkę komunijną dostałam w prezencie swoją pierwszą biżuterię. Był to łańcuszek złoty, kolczyki i pierścionek. Co się stało z łańcuszkiem nie pamiętam. Pierścionek oddałam na Wielką Orkiestrę, bo akurat nie miałam pieniędzy. A kolczyki.... hmmm Mama zaprowadziła mnie do kosmetyczki na przebicie uszu. Nie było wówczas pistoletów, więc tradycyjnym sposobem igły i spirytusu wycierpiałam się okropnie. Moje uszka nie były szczęśliwe z ich okaleczania... Porobiły mi się wielkie wory ropne wielkości sporej fasoli. Budziłam się rano umazana ropą i krwią. Mama nie dawała za wygraną i nosiłam sprezentowane kolczyki nadal. W końcu pozwoliła mi je ściągnąć by wyleczyć uszy. Szybko okazało się, że dziurki zarosły... W efekcie miałąm uszy przebijane 3 razy czego rezultatem była wiedza, ze nie mogę nosić metalu ani srebra, jedynie czyste złoto. A to pech, bo złota nie lubię a czysty kruszec był drogi jak diabli. I tak walka o kolczyki zakończyła się zarośniętymi ponownie dziurkami ku mej wielkiej uldze.

Na studiach w ramach prezentu kupiłam koleżance kolczyki srebrne, takie jak lubi. Nagle spodobały mi się bardzo i pomyślałam, ze może by tak spróbować jeszcze raz... Spróbowałam włożyc sobie jeden do ucha i... cud! Jedna dziurka nie zarosła! Ale druga owszem. Wzięłam więc igłę i przez 5 godzin przebijałam ucho. Udało się, ale bolało tak, ze o żadnym wkładaniu kolczyka nie mogło być mowy.

Trzy lata temu poszłam do kosmetyczki przebić te nieszczęsne uszko... I wiecie co? Kupiłam kolczyki za funta! Zwykły metal byle jaki i nic nie uczula! Srebra i złota nie próbowałam. A po co?

Dziś kolekcja kolczykó urosła i rośnie nadal. Postanowiłam się podzielić :)

kolczyki

Tagi: kolczyki
16:33, panijeziora1 , Mój kącik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 marca 2011
Syneczek

syn

Nic dodac, nic ująć...

17:39, panijeziora1
Link Komentarze (4) »
Tort

tort

 

 

Takiego torta zrobiłam na urodziny miłemu. Lubie piec i piekę często,ale torta robiłam pierwszy raz. Ciasto jak ciasto, krem eksperymentalny a zdobienie nigdy mi nie wychodziło. Ale i tak jestem dumna. Jedliśmy go zamiast śniadania, obiadu i kolacji :D

 

Sto lat, kochanie!

17:37, panijeziora1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 lutego 2011
Synek juz jest

Zaczne od pochwalenia sie. Czym? Niczym. Kim? Synkiem!!! Dokladnie tydzien temu urodzilam synka, na imie ma Patryk, jest slodziutkim olbrzymem - 4,570kg zywej milosci! Zdjecia chwilowo nie bedzie, poniewaz synek jest zolciutki, jak bedzie rozowiutki to na pewno pojawi sie fotografia.

Porod byl planowany po angielsku, czyli ustalono date i godzine pojawienia sie w szpitalu w celu wykonania cesarskiego ciecia. Brzmi jak dziecko na zamowienie :) Musze przyznac. ze tak gladkiego, bezbolowego, bezstresowego porodu sie nie spodziewalam w ogole! 24 godziny pozniej bylam juz w domu i ledwo wlazlam po klatce schodowej - 18 schodkow, pierdzielonych schodkow!!! Oczywiscie wraz z pojawieniem sie synka pojawily sie wory pod oczami, jakos odwyklam od pobudek co trzy godziny, ale na razie daje rade - w koncu roboty przy noworodku jest raptem na 40min i dalej ide spac. Najgorsze przede mna.

Zaczelam realizowac tez moje postanowienie doprowadzenia sie do stanu uzytkowania spolecznego ;-) Cwicze brzuch i kregoslup na tyle na ile bol po cieciu mi pozwala, robie zakupy bielizny wyszczuplajacej i bizuterii (pochwale sie potem) no i ograniczam slodkosci, choc kijowo mi to idzie, slodka jestem ;-)

Pozdrawiam - mamusia dwojki :)

 

19:00, panijeziora1 , Codziennik
Link Komentarze (4) »
piątek, 07 stycznia 2011

Moje dziecię ma cudowne pomysły. Otóz postanowiła pomóc mi w robieniu prania. Zwielką ochotą zabrała się za wywalanie brudów z kosza na bieliznę do pralki. Kiedy kosz był pusty a w pralce jeszcze miejsce to postanowiła wrzucic tam to, co akurat było pod ręką, czyli tym razem... puszę z piwem (zamkniętą). Była dziecinka zdziwiona, że wyciągam z pralki puszkę ;-) 17 miesięcy ma spryciara.

Z innej beczki - zmęczona jestem ciążą. Brzuch mnie ciągle boli, chodzić nie umiem, kilka dni temu poszłam do biblioteki, normalnie by mi zajęło w dwie strony 20 min a teraz ponad godzinę. Chodzę jak pingwin, dosłownie. Głowka małego jest dosyć głęboko i bardzo pcha się w dół. A to boli jak diabli. Do tego mam brzuch większy niż powinnam i czekam na tel ze szpitala w sprawie dodatkowego usg. Przynajmniej tyle. Bo zbadac to nikt mnie nie chce. Jak sie na nic nie skarze to znaczy, że jest ok a jak mówie, że boli to każą mi brac paracetamol. Wczoraj mi położna powiedziała, że jak boli to dwie tabletki co 3 godziny, pytam czy nie za dużo, oczywiście że nie... Barany jedne

NHS czyli angielska służba zdrowia jest cudowna. Mam kolejne dwa przykłady ich cudownej wiedzy i działalności:

1. Na babkę pracującą na płycie lotniska zsunęła się walizka uderzając ją w klatkę piersiową. Po kilku dniach bólu i trudnościach z oddychaniem poszła do GP. A lekarz nawet jej nie obejrzał, nie wysłał na prześwietlenie tylko wpisał do papierków: PRAWDOPODOBNE pęknięcie żeber. Diagnostyka na najwyższym poziomie, prawda?

2. W wiadomościach podali, że NHS ma oficjalnie potwierdzonych 1000 ciąż u kobiet stosujących implanty antykoncepcyjne. Nieoficjalnie jest ponad 10 tysięcy zgłoszonych ciąż. Przyczyny są dwie: nieumiejętne dobranie implantu do kobiety (przecież w tym kraju nikt nie robi badań na poziom hormonów to co w tym dziwnego?) oraz nieumiejętne założenie implantu. To drugie rozwaliło mnie zupełnie. Założenie implantu polega na jego wstrzyknięciu pod skórę na ramieniu. Niby prosta rzecz a jednak wiele kobiet się skarży na opuchliznę, ból, nie gojące się rany itd. Okazuje się, ze po pierwsze implanty sa umieszczane głównie za głeboko (nawet w mięśniu!!!! co jest bolesne i niebezpieczne), a po drugie ICH NIE MA!!!!! To znaczy pielęgniarka robi zastrzyk i myśli, ze implant jest umieszczony pod skórą, która oczywiście od razu puchnie i wydaje się, że jest ok a tymczasem on sobie został w tym pneumatycznym urządzonku (mającym jakąś  tam nazwę) !!!!!!!! A jak się szkoli personel do wykonywania tego zabiegu? FILMEM DVD !!!!! A ja usłyszałam, ze pochodzę z zacofanego kraju...

Tyle na dziś. Nic mi się nie chce a sprzątania mam jak zwykle od cholery. Czuję się jak robot...

poniedziałek, 03 stycznia 2011

Święta, święta i po świętach. I całe, kurna szczęście! W tym roku to był jeden wielki koszmar i cieszę się, że już po wszystkim, prawie. Na kilka dni przed Wigilią Natalka nam zaczęła marudzić częściej niż zwykle, pojawił się katarek i coś tam kaszlała od czasu do czau. No i miły dorzucił oliwy do ognia kładąc mała spać zapominając włączyć ogrzewanie w jej pokoiku. Rano dziecko wstaje trzęsie się z zimna, rączki sine... wieczorem mokry kaszel, nastepnego dnia gorączka... Do lekarza i antybiotyk. W tym samym czasie miły coś mówi, że go łamie... Po kilku dniach dziecku wcale lepiej nie było, mojemu też nie a Wigilia już jutro... No to do lekarza. Natalka ma zapalenie oskrzeli a miły zapalenie migdałków. Ja chodziłam załamana, zła, wściekła wręcz...Od dwóch tygodni sprzątałam mieszkanie, wyczyściłam każdy jego kąt, znalazłam nawet dwa wielkie ogniska grzyba w szafach (uroki mieszkania w UK), wysprzątałam kuchnie na cacy, żeby było miejsce na gotowanie wigilijnych potraw, od miesiąca kombinowałam z dekoracjami... A tu masz! Z czystości zostało zero! Całe mieszkanie wyglądało jakby tornado przez nie przeszło! Wszędzie zasmarkane chusteczki i srajtasma, koce, poduszki rozbebeszone, talerze, miseczki, resztki jedzenia i kubki... Po cholere pic z jednego kubka cały dzien i myć go po sobie skoro w szafce są nowe czyste, nie? A zmywa się, pierze, gotuje samo... Urobiona i wściekła jak jasna cholera nie miałam ochoty na swieta w ogóle. Jedzenia na kolację zrobiłam odrobinkę, byle symbolicznie było, przecież i tak nikt nic nie jadł. Co z tego, skoro nawet to wylądowało w koszu...

Dziś oboje czują się lepiej i całe szczęście, ponad dwa tygodnie męczenia się całkowicie nam wszystkim wystraczy. Tylko Natalce apetyt wraca bardzo powoli, je tylko kiełbasę, której jej odmawiam i chrupki... Udało mi się ją wczoraj zmusić do zjedzenia kilku ziarenek winogron i połowy pomidora. Spróbujemy wyjść dziś na spacer, choć sprawia mi to spory problem, mały jest głeboko i chodzenie po prostu mnie boli. Na zajęcia z dziećmi w tym tyg nie pójdziemy, boję się, że niedoleczona od razu złapie następną infekcję a tutejsze mamy nie przejmują się takimi bzdetami, chore dzieciaki bawią się ze zdrowymi bez problemów.

Wczoraj wyprałam torbę do szpitala. Jak wyschnie zacznę pakowanie. Ależ mi się nie chce...


08:28, panijeziora1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 grudnia 2010
Porządki - część pierwsza

Mieszkając w wynajmowanym mieszkaniu lub domu ma się niewielki wpływ na to jak dane miejsce jest urządzone. Ma to swoje plusy, ponieważ dla ludzi pozbawionych wyobraźni tudzież zmysłu artystycznego lub zwyczajnie zabieganych jest to po prostu wygodne. Wchodzi się w zasadzie na gotowe. Minus jest taki, że nie ma się nic swojego. Jeśli do tego ktoś się często przeprowadza to nawet swoich rzeczy za dużo mieć nie może, bo po pierwsze trzeba to wszystko taszczyć ze sobą Bóg wie dokąd i kiedy no i nigdy nie wiesz czy w nowym miejscu będzie miejsce na to wszystko.

Mieszkanko, które obecnie zajmujemy wydawało się ciepłe i przytulne kiedy się wprowadzaliśmy, ale wówczas było nieumeblowane. Jak się rozstawiło kanapy itd okazało się, że miejsca wystarczy dla kota może, a gdzie dwóch dorosłych i dwoje dzieci... W salonie z braku miejsca stoją dwa rowery... Nasze łoże zdominowało sypialnię tak, że aż mnie w dołku ściska... Kolorystyka też jest straszna. Do tego wąziutkie parapety szerokości 6cm - czyli kwiatka tam nie postawisz... Pojedyncza szybka w oknie, więc zimno w chacie jak diabli i do tego wilgoć taka, że kwiatów nie podlewam wcale!!!!!! Serio.

Zrobię zdjęcia i powklejam jak tylko odzyskam pożyczony aparat.

Tak więc nie podoba mi się w ogóle moje otoczenie, przytłacza mnie brak życia i czegoś ładnego, a przecież spędzam tu 99% dnia. O matko... Do tego jestem taka sroczka-beztalencie, która lubi patrzeć na rzeczy ładne, ładnie urządzone wnętrza, ładnie ubranych ludzi, ale sama zrobić nic nie potrafi :( Szyć nie umiem, majsterkować też nie, urządzać aranżacji czegokolwiek również nie umiem... koszmar. Najchętniej zatrudniłabym kogos do zrobienia wszystkiego za mnie, tylko nie umiałabym mu wytłumaczyć co ja właściwie chcę.

Zbliżające się święta powinny być inspiracją do stworzenia czegoś ładnego, wyjątkowego, nadającego wyjątkowy klimat. Dla mnie jest kopem w tyłek wyznaczającym termin do kiedy muszę zebrać dupę w troki! Inaczej przez wieki nic nie zrobię a jak się pojawi bobas to będzie kolejna wymówka, ot tyle.  Szukając ozdób, które już mam załamałam ręce, bo w zasadzie nie mam nic. Trzy komplety bombek i jeden komplet szyszek. Tyle mam. Stroika nie zrobiłam, bo nie mam w czym ani czym. Choinka nie kupiona, bo nie wiemy gdzie ją dać... A największą moją bolączką jest pokój córci, który jest zupełnie nijaki a chciałabym bym by był jak z bajki :((((((

Zatem od miesiąca szperam po okolicznych sklepikach, blogach, sklepach internetowych itd w poszukiwaniu rzeczy ciekawych, pomysłowych i tanich. Z przykrością oznajmiam, że trafiłam na tysiące cudownych blogów prowadzonych przez prawdziwych artystów i normalnie pękam z zazdrości do posiadanych talentów. Niesamowite rzeczy ludzie robią! A ja kurde nawet porządku nie umiem zrobić ;/ W każdym razie zamierzam coś z tym zrobić, a żeby mieć nad sobą jakiegoś bata to stworzyłam tę zakładkę. Trzeba się ko kupy pozbierać w końcu i otoczenie też!

O tak!

05:47, panijeziora1 , Mój kącik
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9