Liczniki
niedziela, 18 stycznia 2009
Ciąg dalszy...

    Dzwoniłam do mojego lekarza w Polsce - od poniedziałku (jutra) idzie na dwutygodniowy urlop. Co za pech. 29ego mam drugie spotkanie z położną i pomyślałam, że po wizycie u niej pojadę do kraju. Tymczasem krwawienie pojawiło się jeszcze dwa razy, chociaż na szczęście mniejsze niż ostatnio. 10 minut temu kupiłam bilet one way to Poland. Kij z tym - pójdę do pierwszego lepszego lekarza byle mnie zbadał i wysłał na badania bo tutaj na nic poza miłą obsługą liczyć nie można. Mój mężczyzna jest przerażony, jakakolwiek kwaśna mina na mojej twarzy stawia go w stan najwyższej gotowości. Cieszę sie, ze mam to szczęście być z meżczyzną, dla którego ja i Maleństwo jesteśmy naprawdę ważni, ale nie chcę mu już przyprawiać tyle stresów... i tak ostatnio zaczął siwieć. Kiedy budzę się w nocy - on też, mój powrót z nocnej wizyty w toalecie to jak oczekiwanie na wiadomośc życia, za każdym razem pyta czy wszystko w porządku. Idąc na zakupy dostaję swoje ulubione warzywa, ogromne ilosci owoców, wszystko co chcę. Czuję się jak rozkapryszone dziecko. Mam wyrzuty sumienia...

    Dziękuję po raz kolejny za wsparcie i dobre słowa. To naprawdę podnosi mnie na duchu. Swoją drogą nie wiedziałam, że mam więcej niż dwie Czytelniczki ;-) W Polsce nie będę mieć dostępu do sieci a na jak długo tam zostanę nie wiem w związku z czym przez tydzień czy dwa mogę nie napisać tu ani słówka. Opowiem wszystko jak wrócę. Nadal jednak proszę o trzymanie kciuków, modlitwy i wszystko inne co nie zaszkodzi a moze pomóc. Dziękuję Wam bardzo.

czwartek, 15 stycznia 2009
Kolejny skan i angielska ginekologia

    Byłam dziś na early prenancy assessment, czyli takim pogotowiu dla cieżarnych. Pierwszy raz byłam na ginekologii. Oczywiście bardzo miłe panie, kolejki niewielkie, praktycznie nie musiałam na nic czekać. Co jak co ale co do kultury i szybkości obsługi to nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Wizyta przebiegała następująco: pani pogrzebała w papierkach, przeprowadziła wywiad po czym miałam dodatkowe usg. Dzięki Bogu okazało sie, ze z dzieckiem wszystko w porządku. Zdaje sie zresztą, ze te krwawienie to Maluch spowodował bo on tam strasznie szaleje, pewnie musi mu sie tam nudzić okropnie ;-)  Po skanie była kolejna rozmowa z inną panią, która napisała list do mojego GP i kazała się kontaktować w razie kłopotów z położną a nie z doktorkiem. Ciekawe jak mam to zrobić skoro ona jest wiecznie niedostępna... Byłam przekonana, ze wyląduję na badaniach krwi w celu zbadania poziomu progesteronu (przypominam, że lekarz w PL powiedział, ze będę musiała go brać, żeby utrzymac ciążę, gdyż sama go produkuję w niewielkich ilościach) i na fotelu ginekologicznym (wyczytałam, ze w czasie ciąży często się tworzą polipy w pochwie i to też moze być przyczyną krwawienia). I co? I nic. Na rozmowie się skonczyło. I znów nikt nie zapytał czy nie współżyłam. Bardzo przepraszam, moze moja logika jest nielogiczna, ale śmiem twierdzić, że ja sama właśnie o to zapytałabym na początku. Cóż, lekarzem nie jestem a poza tym moze faktycznie za dużo się naczytałam o przebiegu ciąży w necie... Sama juz nie wiem... panikuję? przesadzam? niepotrzebnie przyprawiam swojego meżczyznę o palpitacje serca? Tak czy siak nadal nie jestem spokojna i szukam promocyjnych cen na bilet do kraju.

Dziękuję Wam za dobre słowa!

środa, 14 stycznia 2009
Angielska służba zdrowia

    Poprzedniej nocy krwawiłam. Nie bardzo, ale też nie lekko. Przerażona nie spałam całą noc. Mój meżczyzna też nie. Z samego rana pobiegłam do przychodni błagając o wizytę u specjalisty. Trochę przesadziłam z objawami, mówiac jak to boli, jak kłuje, że skurcze itp a pani w przychodni i tak stwierdziła, ze w zasadzie to nic się nie dzieje i mam odpocząć. Nie ustępowałam, więc powiedziała, że zadzwoni do mnie lekarz. Zadzwonił. Opowiedziałam wszystko jeszcze raz również dodając do opowieści troszkę kolorów. Ten na szczęście stwierdził, że to wymaga konsultacji i jakichś badań w celu sprawdzenia przyczyny. Zostałam umówiona na wizytę jeszcze tego samego dnia na wieczór. Byłam święcie przekonana, że zobaczę się z tym lekarzem, który dzwonił i że zbada mnie ginekologicznie (od początku ciąży nie miałąm ani jednego takiego badania). 

    Przyjął mnie bardzo miły młody pan doktor, zwykły GP. Nie zbadał mnie w żaden sposób. Przeprowadził jedynie zwykłą rozmowę. Oczywiście opowiedziałąm mu jak to trudno było mi zajść  w ciążę, o problemach hormonalnych, o niskim endometrium i o tym, ze mój polski lekarz stwierdził, ze będę musiałą brać leki na podtrzymanie ciąży. GP na to spokojnym tonem odpowiedział, że nie ma żadnych leków na podtrzymanie ciaży i jeśli zacznie się poronienie to nic nie da się zrobić a progesteronu mi nie przepisze, bo to nic nie daje. Co zdziwiło mnie najbardziej to fakt, ze pan doktor nie zapytał czy ostatnio nie współżyłam, przecież to może być przyczyną krwawienia (od razu powiem, że nie) - widać to było zbędne pytanie...Zapytałam o leki rozkurczowe, ponieważ ciągle mam jakieś skurcze a przecież w tym stanie to niewskazane. Pan doktor rzekł, że takowych nie ma a w razie bóli mam łyknąć paracetamol. Zalecił zrobić dodatkowe usg w celu sprawdzenia czy płód nie obumiera. Dostałąm telefon, pod który mam sobie zadzwonić i się umówić na wizytę.

    Zadzwoniłam i usłyszałam, ze nie mogą mnie umówić, ponieważ nie znają grupy mojej krwi. Dzwoniłąm do przychodni po wyniki ostatnich badań - w celu uzyskania grupy krwi, ale usłyszałam, ze wyników jeszcze nie ma a moja połozna jest niedostępna. Zostawią jej wiadomośc i ktoś do mnie kiedys zadzwoni. Łącznie spedziłam na telefonie półtorej godziny. Wyprosiłam w końcu wizytę bez znajomości grupy.  Jestem umówiona na jutro.

    Jestem przerażona ignorancją i niewiedzą tutejszej służby zdrowia. Nie rozumiem jak można tak lekceważyć zdrowie i życie matki i dziecka. Móimy o jednej z największych potęg gospodarczych świata. Wielka Brytania. Paranoja jakaś... Brak mi słów. Jeśli jutro po raz kolejny zostanę zignorowana i nikt mnie nie zbada to pożyczę skadś pieniądze i polecę do Polski porządnie się przebadać. Jeśli stracę tę ciążę to szansa na zajście w kolejna będzie znikoma. Jestem jednak dobrej myśli, choć umieram ze strachu...

 

wtorek, 13 stycznia 2009
...
    Trzymajcie kciuki, bardzo Was proszę. Za 40 minut idę do lekarza, który nie jest ginekologiem po radę co mam robić... W nocy miałam krwawienie. Umieram ze strachu. Szału dostaję. Trudno o tym w ogóle mówić. Po prostu trzymajcie kciuki, jak ktoś wierzy proszę o modlitwę, jak ktoś zna coś innego to też poproszę. Wszystko sie przyda, choć modlitwa pewnie najbardziej. Boję się...
czwartek, 08 stycznia 2009
Słowa są zbędne...
Moje Maleństwo
środa, 07 stycznia 2009
JEST CUDOWNIE, JEST WSPANIALE, BEDZIEMY RODZICAMI!!!!!!!!
                        Dzidzia jest zdrowa, cała i ogromna!!!!!!!!!
 
    Nie wyobrażacie sobie jacy jesteśmy szczęśliwi! Dziękujemy ogromnie za miłe słowa i wsparcie duchowe, jesteśmy wdzięczni. 
    Oczy wyszły mi na wierzch, szczęka wypadła na podłogę i w ogóle oniemiałam z wrażenia jak zobaczyłam człowieka, którego mam w środku. Jakoś do tej pory to nie do końca do mnie docierało, czułam się jak chora, jak kaleka wręcz nie umiejąc się schylać ale nie jak matka. Do tej pory ciążę odczuwałam jak nieznośną chorobę. A tu proszę - dowód mam podany na tacy. I co? I jestem DUMNA!!!! Żałujcie, ze nie widzieliście miny mojego meżczyzny podczas skanu. Tak szczęśliwego to go jeszcze nie widziałam. Po prostu coś pięknego.
    Co ciekawe wg pani przeprowadzającej badanie to 12 tydzień i 5 dzień co nijak ma się do moich obliczeń a przecież dobrze wiem kiedy była owulacja (miałam wtedy usg). Ale właściwie jakie to ma znaczenie... Maluch podczas badania postanowił sobie poskakać co wyglądało komicznie i wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Mój śmiech chyba nie bardzo mu się spodobał bo natychmiast zaczął machać rączkami i nóżkami. Cudownie, po prostu cudownie!!! 
18:48, panijeziora1 , Początek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 06 stycznia 2009
Już jutro
    Już jutro pierwszy skan. USG znaczy. Boze jak się boję. Strasznie mnie brzuch boli z nerwów. Żeby tylko wszystko było dobrze, żeby było dobrze, żeby było dobrze, żeby było dobrze, zeby było dobrze, żeby.........
13:25, panijeziora1 , Początek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 stycznia 2009
Mało przyjemnie

   Bardzo przepraszam - teraz będzie temat nie dla każdego przyjemny. Osoby z wrażliwym żołądkiem tudzież z wyrafinowanym smakiem/gustem/poczuciem estetyki etc. proszone są o pominięcie tegoś wpisu. Pisze o tym, ponieważ muszę to wykrztusić a może jakaś pani coś podpowie... w końcu po to są blogi.

    Od dwóch dni kiedy w nocy wychodzę do toalety czasami na papierze toaletowym pojawia sie bardzo delikatna różowa poświata. To takie naprawdę minimalne zabarwienie. Nie zdarza sie to za każdym razem, tylko czasami. Do tej pory wydawało mi sie, że w oczach mi sie mieniło, bo wiadomo - pokój ciemny, po ciemku idziesz do toalety a tam bum - zapalasz światło, które razi w oczka okropnie. Jednak dziś w nocy było zdecydowanie różowo. Odwiedziłam przybytek 3 razy, ale tylko raz papier sie zabarwił, mocniej niz wcześniej, jednak wciąż delikatnie. Nie wygląda to jak krwawienie ani trochę, dzięki Bogu. Nie wiem też skąd to jest czy z układu rodnego czy z moczowego. Moja mama ma do dziś problemy z nerkami, które zaczęły się podczas pierwszej ciąży; były infekcje, kamienica a 3 lata temu rak złośliwy, więc po prostu mam bzika na punkcie nerek.Pani w przychodni powiedziała, ze mam sobie zadzwonić do stowarzyszenia połoznych, jeśli mi tam powiedzą, że wymaga to jakichś badań to wtedy mam wrócić do przychodni. Nie zadzwoniłam, bo telefon odbierają tylko godzinę dziennie i było już za późno, jutro zadzwonię.


    W środę czeka mnie pierwszy skan. Modlę się, żeby wszystko było dobrze i żeby osoba przeprowadzająca badanie była kompetentna. Ale i tak coś czuję, że się spakuję i pojadę zrobić badania w Polsce. Jeszcze nie wiem za co, ale to już nie jest takie ważne.

    Dziękuję Dziewczyny za wsparcie! To bardzo miłe i pocieszające. Staram się trzymać prosto, mój mężczyzna robi co może a ja sie zabieram za czerstwy chlebek ;-) Jeszcze raz dziękuję!

13:49, panijeziora1 , Początek
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 stycznia 2009
bleeeeeeeeee
Dawno tu nie zagladalam. Nie z powodu Swiat czy Nowego Roku, bo naprawde jest o czym pisac, ale z powodu samopoczucia. Trwa 10 tydzien ciazy mam juz pokazny brzuszek i czuje paskudnie. Mdli mnie calymi dniami i nocami, sypiam po 4 godziny dziennie, jem na sile, pije na sile, moj kochany mnie przytula a ja po kilku sekundach odpycham go i biegne do lazienki. Koszmar. Udalo mi sie przeczytac ksiazke ale nie jestem w stanie zaczac czytac kolejnej. Czytalam, ze mdlosci przechodza u wiekszosci pan w okolicy 12-18 tygodnia. Modle sie o jak najszybsze pozbycie sie tego, bo juz naprawde nie mamy sily, ani ja ani moj mezczyzna...
20:57, panijeziora1 , Początek
Link Komentarze (2) »