Liczniki
piątek, 07 stycznia 2011

Moje dziecię ma cudowne pomysły. Otóz postanowiła pomóc mi w robieniu prania. Zwielką ochotą zabrała się za wywalanie brudów z kosza na bieliznę do pralki. Kiedy kosz był pusty a w pralce jeszcze miejsce to postanowiła wrzucic tam to, co akurat było pod ręką, czyli tym razem... puszę z piwem (zamkniętą). Była dziecinka zdziwiona, że wyciągam z pralki puszkę ;-) 17 miesięcy ma spryciara.

Z innej beczki - zmęczona jestem ciążą. Brzuch mnie ciągle boli, chodzić nie umiem, kilka dni temu poszłam do biblioteki, normalnie by mi zajęło w dwie strony 20 min a teraz ponad godzinę. Chodzę jak pingwin, dosłownie. Głowka małego jest dosyć głęboko i bardzo pcha się w dół. A to boli jak diabli. Do tego mam brzuch większy niż powinnam i czekam na tel ze szpitala w sprawie dodatkowego usg. Przynajmniej tyle. Bo zbadac to nikt mnie nie chce. Jak sie na nic nie skarze to znaczy, że jest ok a jak mówie, że boli to każą mi brac paracetamol. Wczoraj mi położna powiedziała, że jak boli to dwie tabletki co 3 godziny, pytam czy nie za dużo, oczywiście że nie... Barany jedne

NHS czyli angielska służba zdrowia jest cudowna. Mam kolejne dwa przykłady ich cudownej wiedzy i działalności:

1. Na babkę pracującą na płycie lotniska zsunęła się walizka uderzając ją w klatkę piersiową. Po kilku dniach bólu i trudnościach z oddychaniem poszła do GP. A lekarz nawet jej nie obejrzał, nie wysłał na prześwietlenie tylko wpisał do papierków: PRAWDOPODOBNE pęknięcie żeber. Diagnostyka na najwyższym poziomie, prawda?

2. W wiadomościach podali, że NHS ma oficjalnie potwierdzonych 1000 ciąż u kobiet stosujących implanty antykoncepcyjne. Nieoficjalnie jest ponad 10 tysięcy zgłoszonych ciąż. Przyczyny są dwie: nieumiejętne dobranie implantu do kobiety (przecież w tym kraju nikt nie robi badań na poziom hormonów to co w tym dziwnego?) oraz nieumiejętne założenie implantu. To drugie rozwaliło mnie zupełnie. Założenie implantu polega na jego wstrzyknięciu pod skórę na ramieniu. Niby prosta rzecz a jednak wiele kobiet się skarży na opuchliznę, ból, nie gojące się rany itd. Okazuje się, ze po pierwsze implanty sa umieszczane głównie za głeboko (nawet w mięśniu!!!! co jest bolesne i niebezpieczne), a po drugie ICH NIE MA!!!!! To znaczy pielęgniarka robi zastrzyk i myśli, ze implant jest umieszczony pod skórą, która oczywiście od razu puchnie i wydaje się, że jest ok a tymczasem on sobie został w tym pneumatycznym urządzonku (mającym jakąś  tam nazwę) !!!!!!!! A jak się szkoli personel do wykonywania tego zabiegu? FILMEM DVD !!!!! A ja usłyszałam, ze pochodzę z zacofanego kraju...

Tyle na dziś. Nic mi się nie chce a sprzątania mam jak zwykle od cholery. Czuję się jak robot...

poniedziałek, 03 stycznia 2011

Święta, święta i po świętach. I całe, kurna szczęście! W tym roku to był jeden wielki koszmar i cieszę się, że już po wszystkim, prawie. Na kilka dni przed Wigilią Natalka nam zaczęła marudzić częściej niż zwykle, pojawił się katarek i coś tam kaszlała od czasu do czau. No i miły dorzucił oliwy do ognia kładąc mała spać zapominając włączyć ogrzewanie w jej pokoiku. Rano dziecko wstaje trzęsie się z zimna, rączki sine... wieczorem mokry kaszel, nastepnego dnia gorączka... Do lekarza i antybiotyk. W tym samym czasie miły coś mówi, że go łamie... Po kilku dniach dziecku wcale lepiej nie było, mojemu też nie a Wigilia już jutro... No to do lekarza. Natalka ma zapalenie oskrzeli a miły zapalenie migdałków. Ja chodziłam załamana, zła, wściekła wręcz...Od dwóch tygodni sprzątałam mieszkanie, wyczyściłam każdy jego kąt, znalazłam nawet dwa wielkie ogniska grzyba w szafach (uroki mieszkania w UK), wysprzątałam kuchnie na cacy, żeby było miejsce na gotowanie wigilijnych potraw, od miesiąca kombinowałam z dekoracjami... A tu masz! Z czystości zostało zero! Całe mieszkanie wyglądało jakby tornado przez nie przeszło! Wszędzie zasmarkane chusteczki i srajtasma, koce, poduszki rozbebeszone, talerze, miseczki, resztki jedzenia i kubki... Po cholere pic z jednego kubka cały dzien i myć go po sobie skoro w szafce są nowe czyste, nie? A zmywa się, pierze, gotuje samo... Urobiona i wściekła jak jasna cholera nie miałam ochoty na swieta w ogóle. Jedzenia na kolację zrobiłam odrobinkę, byle symbolicznie było, przecież i tak nikt nic nie jadł. Co z tego, skoro nawet to wylądowało w koszu...

Dziś oboje czują się lepiej i całe szczęście, ponad dwa tygodnie męczenia się całkowicie nam wszystkim wystraczy. Tylko Natalce apetyt wraca bardzo powoli, je tylko kiełbasę, której jej odmawiam i chrupki... Udało mi się ją wczoraj zmusić do zjedzenia kilku ziarenek winogron i połowy pomidora. Spróbujemy wyjść dziś na spacer, choć sprawia mi to spory problem, mały jest głeboko i chodzenie po prostu mnie boli. Na zajęcia z dziećmi w tym tyg nie pójdziemy, boję się, że niedoleczona od razu złapie następną infekcję a tutejsze mamy nie przejmują się takimi bzdetami, chore dzieciaki bawią się ze zdrowymi bez problemów.

Wczoraj wyprałam torbę do szpitala. Jak wyschnie zacznę pakowanie. Ależ mi się nie chce...


08:28, panijeziora1
Link Dodaj komentarz »