Liczniki
czwartek, 18 grudnia 2008
Pierwsza wizyta u położnej i choinka

Pierwsza wizyta u połoznej zaliczona. Wrazenia:

W życiu nie widziałam, żeby ktoś w gabinecie lekarskim tyle pisał... papierków, świstków i ksiażek do wypełniania ogromna kupa - spędziłam tam półtorej godziny. Bardzo sympatyczna pani wypytała o choroby rodzinne i skłonności do depresji. Zignorowała informację o endometrium rzędu 4 mm oraz występowaniu gestozy (rzucawki) w rodzinie, dokładniej rzecz ujmując stwierdziła, ze nie należy sie tym przejmować. Ja uważam zgoła inaczej i moja ciocia położna również, jednak Anglicy nie i basta ;-/. Udzieliła wskazówek żywieniowych, zmierzyła wagę i ciśnienie krwi. Usiłowała też pobrać mi krew, ale u mnie to nie takie proste i kazała przyjśc jutro, bo ona się boi i woli nie ryzykować. Co ciekawe przy jej pierwszej i ostatniej próbie pobrania krwi pani położna nie założyła rękawiczek ani nie zdezynfekowała mi skóry przed wkłuciem!!!!!  To się nazywa cywilizacja... Ręce opadają. Dostałam około 2 kilogramów ulotek, książeczek i innych takich. Plusem jest to, że w trakcie ciązy i rok po przysługuje mi darmowa opieka dentystyczna. Oczywiście z tego skorzystam.

Ogólnie samą wizytę oceniam pozytywnie, jednak brak rękawiczek przy pobieraniu krwi, brak dezynfekcji oraz nieumiejętność pobrania próbki są tak rażące i niedopuszczalne, że naprawdę trudno mi uwierzyć, że mieszkam w Wielkiej Brytanii a nie na Ukrainie, powiedzmy. Aż się boję porodu. Brrr ciarki mi po plecach przechodzą.

Na koniec za to coś miłego! Choinka i stroik, choć zdjecia nie są najwyższej jakości ani w pełni nie oddają rzeczywistości.

stroik

choinka

19:57, panijeziora1 , Początek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 grudnia 2008
Angielska farma czy PGR ?
Wpadlismy z miłym na genialny pomysł zakupu żywej choinki u angielskich farmerów. Wyjechaliśmy kilka mil za miasto i kierując się strzałkami: "Christmas Tree" dotarliśmy do pewnej farmy. Żałuję, że nie wzięłam aparatu!!! Krajobraz jak z PGRu, który pamiętam z dzieciństwa. Rozlatujące się stodoły, konie, świnki, psy i koty ubłocone, aż strach, wszędzie błoto po kostki (a miałam na sobie traperki górskie), słoma, sadzonki w popękanych doniczkach poustawiane pod płotem, gospodarz w stroju naszego chłopa Antka z lat 50. ubiegłego stulecia... Historia!!!! I jeszcze staruszek upaprany po czubek głowy w jakiejś mazi z prawdziwą fajką w ustach.
Polska wieś chce dogonić Zachód, goni za dotacjami, walczy o nowe maszyny, usprawnia produkcję... I wiecie co? Mam wrażenie, że dawno ten Zachód prześcignęliśmy.
19:43, panijeziora1 , Początek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Kulinarne koszmary i nieudana niespodzianka

 Miły mój na swoje szczęście wrócił cały i zdrowy, a na swoje nieszczęście przywiózł zdjęcia i opowieści z wypadów na pustynię i inne ciekawe miejsca. Szlag mnie ten tego... jako zapalona kobieta wędrowniczka czuję co najmniej zazdrość. Ale z drugiej strony dziwię się sama sobie, że jakoś nie mam mu tego za złe. Do tej pory każda podróż kogoś do miejsca, w którym mnie nie było wywoływała budzące wstyd i zażenowanie uczucia. A teraz nie. Starzeję się chyba. Za to ciągle mi przybywa planów na spędzanie wakacji i weekendów z Maleństwem tu i tam i jeszcze gdzie indziej. Mój miły jeszcze nie do końca wie, że mam już w szczegółach zaplanowaną podróż na jesień przyszłego roku w celu pokazania Maleństwa rodzinie.

Kulinarnych wariacji ciag dalszy. Niestety. Co godzinę muszę coś zjeść. Jak nie zjem to mi słabo a za chwilę mdli przeokropnie. W efekcie w kuchni mam: 3 melony, 4 kiście bananów, gdzieś powinny być pistacje, 2 kilogramy pomarańczy i tyle samo jabłek. Do tego batoniki zbożowe i musli, płatki i inne takie. Zrobiłam sobie marchewkę tartą z jabłkiem i pomarańczą, zawsze to uwielbiałam i za godzinkę sprawdzę jak zareaguję na mój życiowy przysmak. W sobotę poczułam ogromną cheć na kebaba. Miły posłusznie wsiadł w autko i pojechał po zachciankę swojej kobiety. Jak poczułam zapach starego oleju ... wiadomo co dalej. Chodzą za mną naleśniki i omlety ale boję się zapachu oleju na patelni. Koszmar. A pomidorów to w kuchni już nikt nie znajdzie. Natomiast powrócił polski chleb z polskiej piekarni - to nic, ze trzeba po niego 45 minut autkiem jechać, co tego solone masełko i szczypiorek - pyyychaaa  ;-)

Przyszły prezenty z Merlina. Pech chciał, że przesyłkę odebrał meżczyzna i po niespodziance. Prezent pod choinke na gwałt potrzebny nowy ;-/ Przed moim detektywem nic się nie ukryje. Podoba mi się książka "365 dni dziecka". To gry i zabawy dla przedszkolaków na cały rok dzień po dniu. Wiem, ze dla mnie to dużo za wcześnie ale nie umiałam się powstrzymać.  

 

Powrócę do poprzedniego wpisu. Dziękuję za informację o oksytocynie - wiem o tym i dlatego też się dziwię temu co moja doświadczona przecież mamusia mówi. Potraktowałam jej radę na zasadzie okazji do uśmiechu, chociaż troszkę mnie to zastanowiło. Póki co to smaruję piersi, brzuch i biodra kremem na rozstępy - a tak na wszelki wypadek zacznę wcześniej. Katiuszkowo - dziękuję za radę w sprawie szczypania sutków przed porodem, nie wiem jak to zniosę ale się postaram ;-)

Na dzis tyle. Poszukam jeszcze w necie jakiś ciekawych przepisów, które byłyby dla mnie zjadliwe ;-)  

17:08, panijeziora1 , Początek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 grudnia 2008
Lemoniada w paelli, masaż piersi i pomidory, czyli dzień kobiety w ciąży.
Kobieta w ciąży podobno jest bardziej roztrzepana i rozkojarzona niż zwykle. Jeśli do tego dodać taką babę jak ja to nic dziwnego, ze paella smakuje wyjątkowo obrzydliwie skoro na patelni się ją podlało lemoniadą zamiast wody... w końcu butelki różnią sie zaledwie napisem czcionki 25 ;-)))

Poza tym nic mi nie smakuje a zwłaszcza pomidory i herbata. Ja -wielbicielka obu produktów wyżej wymienionych kupuję je i wyrzucam do kosza... Sałatkę zrobiłam taką jak zawsze - pomidorki, śmietana, cebulka, sól i pieprz. Bleeeeee jakie to wstrętne... Herbatka czarna nie słodzona to przecie mój ulubiony napój... nic tak nie smakuje, poza winem ;-) A tymczasem parzę pyszną i wylewam ohydną... Tragedia.

Jeszcze jedno. Mama przekazała córeczce wiekopomną radę. Otóż kazała mi masować piersi i drażnić sutki coby wzbudzić laktację i sprawić, by w toku rozrostu piersi brodawki pozostały wypukłe a nie wklęsłe... Śmiem twierdzić, że większej bzdury to w życiu nie słyszałam, ale przekażę tę nowinę mojemu mężczyźnie - z pewnością weźmie sobie wskazówkę teściowej do serca ;-)

UPDATE: W planach była luksusowa kąpiel z dużą ilością pianki, mleczkiem do kąpieli, peelingiem itp. Tymczasem w drodze do wanny zatrzymuje mnie... sedes... od kiedy to kobiety w ciąży oddają żołądek w posiadanie sedesu wieczorem? W nocy w zasadzie? Miało być tylko rano...
20:00, panijeziora1 , Początek
Link Komentarze (3) »
czwartek, 11 grudnia 2008
Anglicy

Rozmowy z innymi ludźmi mogą być:
- inspirujące,                                                                                                                                                             - pouczajace                                                                                                                                                        -  nakierowujące                                                                                                                                                        - przerażające.

 Rozmawiałam dziś z pewną Angielką o mojej ciązy, o strachu związanym z jej prawidłowym przebiegiem itp. Oczywiście mnie uspokajała, że najgorsze co można zrobić to czytać o wszelkich patologiach i innych koszmarnych przypadkach/wypadkach. Po czym opowiedziała, ze jej pierwsza ciąża to były bliźniaki i nie mogła się doprosić o dodatkowe dwa usg, które wedle tutejszej służby zdrowia powinna mieć zrobione. Następna ciąża była pozamaciczna, rozwijający się płód uciskał na żołądek, wdał sie stan zapalny przewodu pokarmowego i w ogóle były cyrki a tutejsi lekarze... zalecili masaże brzucha, żeby płód przepchnąć do macicy... Ciąży oczywiście nie donosiła, prawie przypłaciła to życiem a potem lekarze kazali zrobić jej mężowi wasektomię... Zamiast się babką zająć to skazali ją na brak kolejnych potomków, bo tak najprościej... a oboje z mężem marzyli o piątce dzieci... ehhhh

 

Rozmawiałam też z ciekawym człowiekiem. To pierwszy Anglik, jakiego poznałam, który zna jakiś język oprócz swojego (biegle hiszpański i francuski). Spędził masę czasu w Ameryce Południowej i Środkowej. Zwiedził Azję, teraz planuje Afrykę. Co istotne, jego wypady nie trwają dwa tygodnie ale kilkanaście miesięcy. W sumie ponad 6 lat spędził w Gwatemali i uważa ten kraj za najpiękniejszy na świecie. W Polsce też był a do Rosji... nie chcieli go wpuścić.

Bardzo chciałam wyciągnąć z niego trochę opowieści, porozmawiać po hiszpańsku i w ogóle wykorzystać okazję spotkania z kimś takim. Niestety krótko pracowaliśmy razem i nie mieliśmy jednak takiej okazji. Mam nadzieję, że jeszcze go spotkam. Tacy ludzie zawsze mnie fascynowali. Wzbudzają podziw i szacunek. I zazdrość... bo też bym tak chciała... oni sa wolni, oni mogą, a mnie wiecznie coś trzyma... I tęskno za dawnymi wojażami, choć nie były aż takie dalekie, jednocześnie snuję już kolejne plany gdzie pojadę z Maleństwem... A pojadę na pewno!

 

20:20, panijeziora1 , Początek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 grudnia 2008
Pa pa Egipcie...

                    Scena 1.

Późnym wieczorem mój miły w zasadzie w pół-śnie nagle mówi: wiesz, to dobrze, że będziemy mieli dziecko. Zawsze tego chciałem tylko musisz się nauczyć ciasta piec. --> w efekcie od brata pod choinkę dostanę robota kuchennego.

                   Scena 2.

Łazimy między regałami w największym z okolicznych supermarketów, szukamy, przebieramy, wybieramy i inne takie. Obok nas przechodzi młoda kobieta, elegancko ubrana z duuuuuuuuuużym brzuchem. On: kochanie kiedy będziesz miała taki brzuszek?

 Jaki on cudowny, dumny tatuś ;-)

D ziś pojechał na wakacje do Egiptu. Ja jednak zrezygnowałam. Nie chciałam by słynną zemstę faraona odczuło Maleństwo, wolałam nie ryzykować, czego za żadną cholerę nie potrafi zrozumieć moja mama. Dziwne. Wycieczka zmarnować się nie mogła, w końcu trochę to kosztowało a i miły po prostu potrzebował odpoczynku. Tym sposobem marznę sobie na zamglonej wyspie a mężczyzna byczy się z kumplem na basenie pijąc darmowe drinki z palemkami. Żeby nie było: nie mam mu tego absolutnie za złe. Niech odpocznie i niech pośpi, jak wróci czeka go praca i wstawanie o 1.30 w nocy...

P.S. zjałabym coś.... 

19:36, panijeziora1 , Początek
Link Komentarze (1) »