Liczniki
środa, 13 maja 2009
Tydzień 30.

Jestem w szoku, 30 tygodni ukończone i kiedy to zleciało??? Jutro spotkanie z położną (oby była sensowna), w poniedziałek odbieramy klucze do domu i zaczynamy przeprowadzkę (niech ktoś to zrobi za mnie, błagam), za dwa tygodnie ostatni skan przyspieszony o całe 3 dni ze względu na niskie położenie łożyska. Nie wiem czy pisałam, ale miałam robioną próbę glukozową, opóźnioną, ponieważ nikt wcześniej się nie połapał, że trzeba ją zrobić (wskazaniem jest występująca cukrzyca w rodzinie). Próba była przeprowadzona niemal natychmiast po tym, jak pani położna się połapała i co jest najciekawsze - PO RAZ PIERWSZY BYLAM U LEKARKI!!! Konsultacja z lekarzem przy próbie jest konieczna. Bardzo mnie zdziwiło i ucieszyło, choć poza rozmową na temat cukrzycy i astmy nic więcej podczas spotkania się nie działo. Malutka kopie mnie tak, że czasami mam serdecznie dośc. Dziś zaczęła szaleć o 2 w nocy i w efekcie od tej pory nie śpię ;-) 

    Miły zrobił nam niespodziankę i w ramach dawno niewidzianej rozrywki zabrał do kina. Zupełnie zapomniałam o wszystkim co czytałam na temat ciązy i kompletnie nie przyszło mi do głowy, ze hałąs kinowy moze wystraszyc małą. Kino okazało się bardzo głośne nawet jak na moje przygłuche uszy a co dopiero dla maleństwa. Nie da się opisać tego, co działo się w brzuchu... Żeby jakoś do konca seansu dotrwać owinęłam brzuch swetrami,polarami, czym się dało... W efekcie po wszystkim miły musiał prowadzić auto, ja nie dawałam rady... Jeszcze na świat to to nie przyszło a juz o swoje prawa walczy ;-) Ma charakterek po mamusi ;-))

     Z innych sensacji ostatniego czasu: przewróciłam się rozwalając kolanko i oba nadgarstki. Sierota ze mnie straszna. Na szczęście instynkt samozachowawczy zadziałał w sposób perfekcyjny i wyhamowałam w sposób bezpieczny dla brzuszka, ale nieprzyjemny dla innych części ciała. Zdaje się, że kamyczki mam powbijane w kolanie, bo ropieje już ponad tydzień i nie umiem go wyleczyć. Niestety nie umiem się nachylić w taki sposób, żeby zobaczyć co się tam dzieje, tylko myję szarym mydłem, od dziś traktuję spirytusem i nakładam plaster.

    Zaczęłam robic dziecinne zakupy. Bardzo powoli, bo ani pieniążków ani miejsca na rzeczy na razie nie ma... miejsce będzie w nowym domu a pieniążki...yyyyy... ten tego, coś wymyślę. Mam więc 3 pary śpioszków, dwie bluzeczki, jeden komplecik: czapeczka, bluzeczka i spodenki a'la śpioszki, kocyk rożek. Udało się załatwić wózek za free zupełnie przypadkowo, więc ten wydatek nam odpada a poza tym przez jakiś czas mała może spac w wózku i dzięki temu poczekamy chwilkę z łóżeczkiem. Zastanawiam się, czy można przetrwać bez wanienki. Na pewno od razu trzeba będzie kupić nosidełko i fotelik samochodowy. Jest takie prawo, że aby załatwić dziecku paszport trzeba jechać z nim osobiście do konsulatu. Nie wiem jak z dwutygodniowym dzieckiem mam jechać 3 godziny w jedną stronę, na miejscu pół dnia i potem znowu 3 godziny z powrotem... Maluchowi nie wytłumaczysz, ze nie da się inaczej... 

    Dobra nowina - mama wyraziła chęć przyjazdu na poród i pierwsze kilka tygodni. Z powodów finansowych nie bardzo wiemy czy na pewno uda się jej przyjechać, ale bardzo bym chciała się z nią zobaczyć. Miły się niepokoi, bo mama jest osobą palącą i on już na samą myśl o tym dostaje białej gorączki. 

    Z innej beczki. Dostałam od koleżanki kwietniowy numer Zwierciadła, Newsweeka i książkę Gretkowskiej czym doprowadziła mnie do orgazmicznej wręcz radości ;-) Nie wiedziałam, ze aż tak mi brakuje polskiej prasy. W końcu kiedyś wydawałam fortunę na prasę, byłam stałą czytelniczką kilku bibliotek a najlepszą moją pracą w sensie duchowym była praca w kiosku. Teraz korzystam z serwisu podaj.net oraz bookmooch.com ale wiadomo jak jest - wysyłka za granicę czegokolwiek kojarzy się z monstrualnymi wydatkami i skomplikowaną procedurą, więc ludzie tego unikają jak ognia. A naprawdę koszta wielkie nie są a wysyłka jest banalnie prosta. Na szczęście są ludzie życzliwi i dzięki nim mogę czasami coś po polsku przeczytać. Ukłony w ich stronę.

    No dobrze... jak nie pisałam to nie pisałam a dziś... W każdym razie miłego dnia wszystkim, bo jeszcze wcześnie jest, uśmiechu, bo zawsze go za mało i słoneczka, bo to w końcu maj ;-)