Liczniki
piątek, 26 czerwca 2009
Słonica

Dzięki wielkie za porady. Kochane jesteście. Nie ma to jak opinia innej mamuśki ;-) Dziękuję też za informację o 300 pieluchach w pierwszym miesiącu, zrobię specjalną rezerwację w domowym budżecie ;-)  Zresztą w którymś blogu przeczytałam, że synek piszącej zużył dokładnie 333 pieluszki w ciagu pierwszego miesiąca a mnie, jako laikowi wydało się, ze mały chyba miał biegunkę przez czas czy coś a tu się okazuje, że to całkiem realna liczba... Zacytuję mego miłego: "gówniany interes". Coś w tym jest... Ciocia położna, która pracuje w innym hrabstwie powiedziała, że w szpitalu w jej mieście nie myją dzieci przez tydzień po urodzeniu właśnie po to, zeby maź porodowa dobrze sie wchłonęła w skórę. Jedyne co myją to pupkę, wiadomo. Dziękuję również za informacje odnośnie fotelika, naprawdę sie przeraziłam widmem wielkiej krzywdy w postaci narażenia kręgosłupa itp. A potem sobie pomyślałam, że przecież w brzuszku płasko nie jest i taka zupełnie płaska pozycja nie jest zbyt naturalna.  Uspokoiłyście mnie, dziękuję.

A teraz niespodzianka. Wielka Słonica pokazuje swe oblicze! słonica

Miły zrobił fotkę z zaskoczenia czym wywołał mój protest a to z kolei odbiło się na minie ;-)

Zaliczyłam wizytę u połoznej. Wszystko jest idealnie a mała usadowiła się główką w dół. Zebrałam się na odwagę i stanęłam na wadze. W efekcie ułożyłam już plan wspinaczkowy, spacerowy i gimnastyczny. Rezultat ciąży poza córeczką, oczywiście, to plus 20kg ogólnie (najbardziej czuję je w udach).

To tyle z ostatnich rewelacji. Wreszcie udało mi sie zaglądnąć do niektórych z Was! Hura!

środa, 24 czerwca 2009
Pytania dwa... (help)

Ufff kupiłam 80 pieluch, dwie olbrzymie megapaki chusteczek do pupy (promocja, wiadomo), specjalne patyczki takie do uszu i nie tylko oraz puder, też do pupci. Jak zobaczyłam cenę wkładek laktacyjnych to padłam... myślałam, że to w Polsce jest drogo... ehhh. Muszę jeszcze kupic koszulę nocną z rozpinanym przodem i będę mogła spakować torbę do szpitala. O czym zapomniałam, czego nie mam to już sama nie wiem. Braciszek robi nam niespodziankę, o którek oczywiście nic nie wiem (mama zawsze się wygada) i czekamy na łóżeczko z Ikei. Co prawda upatrzyłam sobie takie jedno w stylu turystycznym, które ma siateczki po bokach a nie deski ze szparami, ale trudno. Kupi się kocyk i szparki zasłoni, żeby mała tam główki nie wlożyła.

Drogie Panie... mam pytanie a nawet dwa. W tym śmiesznym kraju zalecają mycie noworodka raz na dwa a nawet na trzy dni, gdy tymczasem moja mama usłyszawszy to oburzyła się twierdząc, ze trzeba kąpać maleństwo codziennie; w przeciwnym wypadku skóra może popękać, szczególnie w pachwinkach i za uszkami. A jak Wy postępowałyście? I druga sprawa. Przepisy drogowe bezdyskusyjnie wymagają wożenia dziecka w foteliku niezależnie od wieku(tego się nie czepiam, uważam to za słuszne). Obejrzeliśmy z miłym chyba ze 30 modeli rozmaitych fotelików dla noworodków (do 9kg). Co mnie zdziwiło i przeraziło (nie wiem czy słusznie) to głebokie wcięcie pod pupę. Przecież noworodki powinny lezeć a wsadzanie ich w taką pozycję jest niebezpieczne dla kręgosłupa. Myślimy z miłym o położeniu tam kocyka czy też takiej miniaturowej poduszeczki, zeby mała nam pupą nie wpadła do tej dziury. Całe szczęście do domu ze szpitala mamy 20 minut jazdy, chyba że korki będą... Jakby nie było mamusia moja zaczęła protestować krzycząć wniebogłosy, ze ona nie pozwoli wnuczce jechać w foteliku, że będzie ją na rękach trzymać a ewentualny mandat ona zapłaci... Chyba nie muszę dodawać, że ciśnienie mi tym podniosła znacznie... Proszę, kochane kobietki, poradźcie coś, wypowiedzcie się... Czuję się głupia a najbardziej się boję nieświadomego wyrządzenia krzywdy własnemu dziecku.

ANAMIS a Wy jak tam? tulisz już synka? Kciuki trzymam nadal.

Czas na kawę i książkę na ogródku
Very Happy

wtorek, 23 czerwca 2009
Jeszcze tylko... 24 dni...

Wiecie co? W szoku jestem... po pierwsze to myślałam, że bez życia zawodowego nie przeżyję 6 miesięcy w domu, że się zanudzę itp. a po drugie ogółem 9 miesięcy to prawie rok a to przecież taaaaaaaaaaaaaaaaki szmat czasu, ze hohoho.... A teraz się okazuje, ze zostało 24 dni, połowy rzeczy jeszcze nie mam, akcja sprowadzania rodziny na powitanie Natalki wciąż trwa, kurs księgowości tak naprawdę nie jest nawet zaczęty (a pieniążki z konta uciekają) i ciągle jeszcze znajduję jeszcze coś, na co przecież "jeszcze jest czas". Nadziwić się nie mogę, że to zleciało tak gdzieś między palcami. Czuję się trochę jak jakiś głupek po obudzeniu sie z ręką w przysłowiowym nocniku. Mam poczucie zmarnowanego czasu a na dodatek, o Boże!, spodobało mi się lenistwo... Mam nadzieję, ze maleństwo wróci mi pęd życiowy, bo straszna fleja sie ze mnie zrobiła...

Ostatnio z koleżanką rozmawiałyśmy na temat metamorfozy kobiecego ciała jak bardzo się ono zmienia w ciągu życia kobiety i co jesteśmy w stanie z nim zrobić. A potem natknęłam się na cytat Evy Ensler (tej od  "Monologów vaginy"):

„[Żeby być piękną] musiałabym się odsysać, obcinać, oczyszczać, wygładzać, woskować, przykrywać, powiększać, podnosić, przekłuwać, nakłuwać, utrwalać, zeskrobywać, rozjaśniać, zwężać, rozgniatać, spłaszczać, sprasowywać, redukować, głodować i w końcu zniknąć.

    Po takich słowach od razu się lubi swoje ciało bardziej ;-)))

 


sobota, 13 czerwca 2009
Troska o dziecko jest pierwszym i podstawowym sprawdzianem stosunku człowieka do człowieka.Jan Paweł II

Własny ogródek, duży dom (przynajmniej w moim osobistym odczuciu) i jeszcze część nierozpakowanych kartonów, urządzanie pokoiku dla córeczki - to wszystko sprawia, że jest co robić i jakoś nie ma czasu ani nawet chęci do siadania przed kompem i pisania bloga, choć jest o czym pisać :)

Poznaliśmy sąsiadów z sąsiednich domów. Ci z prawej strony to takie śmieszne małżeństwo, ludzie zawstydzeni i nieśmiali, jak to Anglicy. Przywitali się dopiero po opróżnieniu butelki wina. Tutaj bardzo źle widziane jest jeśli to nowi zaczepiają chcąc się przywitać. Zaprosiliśmy ich na grilla, gdy się rozluźnili okazali się bardzo sympatycznymi ludźmi, choć bez żadnych pasji i zainteresowań. Oboje dużo pracują i to daleko od domu, więc są tu tylko na weekendy a dom usiłują sprzedać. Ale kiepsko im to wychodzi, bo ceny nieruchomości bardzo spadły, więc już są stratni a kryzys powoduje, ze chętnych na kupno domu jest mniej (co akurat nie jest prawdą, bo chętnych jest znacznie więcej tylko banki nie są już takie chetne do udzielania kredytów). W każdym razie dom z ceny początkowej 160 tys funtów spadł do 85tys i nadal nie umieją go sprzedać.

Sąsiedzi z lewej strony to przesympatyczne starsze małżeństwo, również bezdzietne (ci z prawej wolą karierę), ale za to mają 3 owczarki szkockie, z którymi jeżdżą na wystawy psów, zawody rózne, szkolenia i nie wiadomo na co jeszcze. Ledwo nas na oczy zobaczyli od razu przybiegli porozmawiac, przywitać się i zaproponowali wszelką pomoc,eśli tylko będzie nam potrzebna. Codziennie z nimi rozmawiam, codziennie chwilkę bawię się z ich psami a oni pytają kiedy rozwiązanie ;-) Mała będzie miała angielskich dziadków ;-) Ci ludzie są troszkę nietypowi jak na Anglików. Bardzo otwarci, chętni do pomocy, rozmowy... uwielbiają podróże, więc mamy szeroki temat do rozmów. Ale jednak dziwnie na mnie spojrzeli, gdy zobaczyli, ze czytam biografię van Gogha. A może to tylko moje takie odczucie. Nie wiem.

Posadziłam w ogródku bazylię i miętę. Nie macie pojęcia jaki to ogromny wysiłek dla mnie był... schylić się nie umiem, kucnąć też nie bardzo, bo skóra na udach przeraźliwie piecze, więc pozostaje jedynie na czworaka grzebać w ziemi. Zajęło mi cała wieczność posadzenie dwóch sadzonek. Mam nadzieję, ze się przyjmą. Zresztą w ogóle ogródek jest bardzo zaniedbany, ale wszelkie prace musze odłożyć póki co. Pewnie w tym roku uda mi się jedynie posadzić tulipany i hiacynty, bo je się we wrześniu sadzi, więc zakładam, że wtedy będę na tyle sprawna, że pół ogródka przekopię sadząc cebulki ;-) Poza tym zaczęłam buszować w sieci po rozmaitych forach ogrodniczyć i innych takich, bo ogrodniczka ze mnie żadna. No i okazało się, ze ziemia porośnięta mchem oznacza wysoką kwasowość ziemi i nic na niej nie wyrośnie, poza koniczyną. Jedynym sposobem jest przekopanie ziemi z wysypanym wapnem ogrodniczym. Ciekawe jaka jest angielska nazwa wapna ogrodniczego ;-) Miły oczywiście się ucieszył, że mu znalazłam kolejną robotę...

Urządzanie pokoiku dziecięcego idzie mi marnie. Przede wszystkim dlatego, ze jestem zdania, że to małej pokój i w związku z tym nie powinno tam być żadnych rzeczy rodziców. Tymczasem będzie tam pełno książek i dokumentów... Książki niestey stanowią siedlisko kurzu i wiem, że nie powinny się znajdować w pokoju dziecka od momentu narodzin, ale mam nadzieję, że zdążę coś wymyślić zanim mała się urodzi. Ponieważ są tam nowe meble i nowiutki dywan pokój pachnie drewnem i klejem. Osobiście lubię te zapachy, ale niemowlaka mogą trochę dusić. Wynalazłam więc listę kwiatów, które neutralizują szkodliwe substancje, ale same nie nadają zapachu, więc nie powinno być duszno. W efekcie wybieram się po zakup paprotki i skrzydłokwiatu.

Sam pokój nadal jednak wydaje się być surowy i jakoś mało dziecięcy. Wymyśliłam więc to:

sciana

lub to:

sciana2

Oczywiście są to tylko przykłady, natomiast chcę kupić tego typu naklejki i ozdobić pokój oraz okno, żeby było wesoło, po prostu ;-) Naklejki są łatwe w usuwaniu, nie zdzierają farby i podobno można ich używać wielokrotnie. Ale też nie są tanie, niestety. No dobrze, inaczej: sa tanie jak się zarabia, o! Różnią się one rozmiarami i wzorami. Takie najbardziej kolorowe, dziecięce, zawierające dużo elementów i większe kosztują w okolicy 80 dolarów w USA (droższe też znalazłam) lub 80 - 120 funtów w UK. Są tańsze szablony po około 30 funtów, ale sa to na przykład trzy małe kwiatki. A chciałoby się do tego dokupić jakąś gałązkę, motylka i coś jeszcze co w sumie daje cenę potrójną. Ale nie ważne. Będzie kolorowo, ale etapami. Poza tym niemowlaki rozróżniają kolory od drugiego czy trzeciego miesiąca, więc powiedzmy, ze mam czas ;-) Okropna jestem, nie?

No dobrze starczy tego pisania. Czas coś zjesć ;-) Dziękuję za wpisy pod poprzednim postem, kochane jesteście. Obiecuję, że wreszcie poszperam po Waszych bloga Wyniosę laptopa na ogródek i poczytam jak Wam wakacje się zaczęły. Buziaki słonka życzę.

A! Do rozwiązania jeszcze tylko 34 dni ;-)))))))) mam stresa ;-)