Liczniki
środa, 25 marca 2009
Piekło

Od jakiegoś czasu piszę jakaś notkę poczym klikam -opublikuj- i ... wyświetla się komunikat o zerwaniu połączenia z serwerem. NApisać się nic nie da, nawet komentarza czytając Wasze blogi. Szlag by to...

    Dziś mnie naszedł nastrój melancholijny, nijaki taki. Czytam sobie lekturę mało optymistyczną, mianowicie "Gnoja" Wojciecha Kuczoka. Chciałam Wam zacytować rozmowę syna z matką z tej właśnie książki:

 

    "Kiedyś, jeszcze jako dziecko zapytałem ją, jak jest w piekle. Matka odpowiedziała mi wtedy zadziwiająco pewnie, jakby już tam była, jakby to była autopsja, a nie wyobrażenie:

- Synku, w piekle na powitanie pokazują ci wszystkie niewykorzystane szanse, pokazują, jak wyglądałoby twoje życie, gdybyś we właściwym czasie wybrał właściwe wyjście. A potem pokazują ci wszystkie te chwile szczęścia, które straciłeś śpiąc, wiesz, synuś, że my przesypiamy połowę życia? I tym wszystkim śpiochom takim jak ty pokazuje się w piekle, co mogli w życiu osiągnąć, gdyby budzili się w porę.

- A potem? Mamusiu, co się dzieje potem, kiedy już wszystko pokażą?

- Potem, synku, zostawiają cię samego z twoimi wyrzutami sumienia. Na całą wieczność. Nie ma już nic ani nikogo. Tylko ty i te twoje wyrzuty sumienia..."

 

Tak sobie myślę ile szans zmarnowałam, ile razy w porę się nie obudziłam... i tylko mam nadzieję, że nauczę się dostrzegać szanse dawane mi przez los i powiem im w piekle, że może i zmarnowałam tę i tamtą, ale udało się wykorzystać parę innych...

 

środa, 11 marca 2009
Facet idealny

    Czytam ostatnio ciekawą rzecz: "Związki i rozwiązki miłosne" autorstwa Katarzyny Grocholi i Andrzeja Wiśniewskiego. Ona to znana pisarka a on to psychoterapeuta z ponad 20letnim doświadczeniem zawodowym. Książka ma formę zapisanego dialogu toczącego się pomiedzy autorami. Komentować książki nie będę. Chcę Wam za to zacytować wypowiedź pana Andrzeja, który usiłuje odpowiedzieć na pytanie pani Kasi o to jakie cechy powinien mieć normalny, fajny facet, po czym poznać, ze jest "prawdziwy" a nie "udawany". Cytuję a ocenę pozostawiam Wam ;-)

 

    "...czasami są trochę nieśmiali, zwłaszcza w sprawach sercowych, lubią się troche pochwalić, wolą jachty żaglowe, niż motorówki, dobrze jeżdżą samochodem, ale nie lubią grzebać się w silniku, znają sie na winach, rzadko opowiadają dowcipy, potrafią milczeć we dwoje, są romantyczni, po cichu czytają poezję, ciekawi ich psychologia i filozofia, nie dyskutują całą noc o polityce, ale wiedzą co w niej piszczy, krótko rozmawiają przez telefon, śmieją się głośno i spontanicznie, potrafią bawić się z dziećmi, jest im wszystko jedno czy urodzisz im chłopca czy dziewczynkę, nie lubią idealnego porządku, czytają kilka ksiażek naraz, nie stroją się, nie noszą codziennie białych koszul, czasem odmówią ci pójscia do kina, obejmą cię, gdy oglądasz telewizję, lubią gotować i zapraszac gości, nie lubią wielkich bali, mówią o swojej złości, nie robią fochów, nie są skąpi, nie mają spiskowych teorii na temat świata, raczej ufają ludziom, nie udaja uczuć, oddają długi, kace znoszą w milczeniu, od czasu do czasu mówiąc, że alkohol - to już nigdy więcej!, lubią dawać prezenty, bronią swojej teściowej, wspierają dzieci w ich potyczkach ze szkołą, nie lubią ścielić łóżka, lubią westerny, nie są fanatykami boksu ani piłki nożnej, lubią patrzeć na morze, podróż dookoła świata mogą zacząć od jutra, lubią ich kobiety, mają kilku kumpli ze szkoły sredniej lub ze studiów, mają wiertarkę elektryczną, czasami wezmą cię na ręce, przymykają oczy, gdy cię całują, nie chcą być bardzo bogaci, ale potrafią zarobić pieniądze, umieją ostro walczyć o swoje zdanie, ale potem mają wątpliwosci czy nie było za mocno, lubią film "Rejs", potrafią być bezradni, zgrabnie przeklinają, ale jak mają powiedzieć "kurwa", to errrrrrrrrrrrrrrrr słychać na kilometr, słuchają i nie przerywają, gdy ktoś mówi, ludzie pytają ich o radę, potrafią zawiesić obraz, bez krzyków wytrzymują godzinę uczenia dziecka matematyki, nie szukają dziury w całym, cieszą sie, gdy kolega wygra w totolotka, nie są skrępowani, kiedy 18letnia córka przytula się do nich przy ludziach, czegoś bardzo nie lubią, nie jeżdżą na wakacje do domów wczasowych, nie potrafią i nie łowią ryb, chodzą późno spać, lubią rozmawiać z tobą rano przed pójściem do pracy, mają skłonność do zaokrąglania się, nie mówią: A nie mówiłem, bo ty to zawsze...bo ty nigdy... , rzadko mówią: kocham cię, mocno podają rękę przy powitaniu...."

 

pomyślcie... 

wtorek, 10 marca 2009
DZIEKUJE

    Chciałam bardzo, ale to bardzo serdecznie podziękować za dwukrotną nominację tegoż blogu do
                                                                                                      

kreativ

 

    Jestem tym bardziej wdzięczna i zaskoczona, że ta pisanina z czasem zaczęła przyciągać wierne Czytelniczki, czego absolutnie się nie spodziewałam. Miało być ot tak sobie pisane i wypuszczane w przestrzeń wirtualną a tu proszę - i czytają i komentują i nominują... Ego zaraz mi eksploduje ;-)

    Zgodnie z zasadami przyznawania nominacji i wyróżnień powinnam teraz podać swoje nominacje. Ale nie zrobię tego i już śpieszę wyjaśniać dlaczego. Otóż w zakładkach po lewej stronie możecie zobaczyć blogi, które z założenia w jakiś sposób są powiązane tematycznie z moim. Jednak takich stron, które lubię, czytam i czasami się na nich udzielam jest wiele a nie dodałam ich do zakładek z różnych powodów (lenistwo, roztargnienie itp), ale nie dlatego, że są niedobre czy coś w tym stylu. W przeglądarce internetowej w zakładce - ulubione - mam jakieś 40 adresów do ulubionych blogów. Są to zarówno strony poświecone zwykłemu codziennemu życiu, jak i fotoblog o moim Opolu, blog o satyrycznych rysunkach, o książkach i wiele innych. Wszystkie je lubię i czytam i naprawdę nie sposób nominować ich wszystkich. Jeśli zatem kogoś uraziłam swoim wyborem to trudno. Wolę się wyłamać niż próbować oceniać twórczość innych, nie nadaję się na jurora. 

piątek, 06 marca 2009
Spać by się chciało...

    Nie mogę spać. Śnią mi się jakieś okropne koszmary, straszne rzeczy a jak się budzę to mała księżniczka w brzuszku urządza sobie poranną gimnastykę i nie jest to tai-chi ale jakieś szybkie skomplikowane wygibasy, które bywają czasami bolesne. Moze będzie łyżwiarką figurową? Choć sądząc po zapędach rodziców większe szanse są na drugą Agnieszkę Rylik ;-) 

 

środa, 04 marca 2009
Niespodzianka płciowa

    Wczoraj, w 20tc miałam skan. Długo wyczekiwany chłopczyk okazał się być dziewczynką. Oczywiście radość była jest i będzie, ale miałam tak absolutne przekonanie, ze na ekranie ujrzę siusiaka, że jego brak wydaje mi się jakąś pomyłką. Tak sobie zaczęłam myśleć, że może jest na tyle mały, że pani nie mogła go znaleźć, albo schował się za udkiem czy coś, przecież różnie bywa. Nasz "problem" polega na tym, że oboje jesteśmy bardziej męscy niż kobiecy i nie mamy pojęcia "co się robi z dziewczynką". To znaczy mój mężczyzna jest takim rasowym facetem, jesli można tak powiedzieć, ja natomiast zawsze uciekałam od wszelkich objawów kobiecości, walczyłam ze stereotypami. Jaka ze mnie kobieta skoro biegam w bojówkach nawet będąc w ciąży, wspinaczka górska i speleologia to coś tylko dla mnie i chciałabym nauczyć się strzelać z łuku... Byłam w jednym sklepie z ciuszkami dla bobasów i oniemiałam widząc siłę stereotypów. Otóż rzeczy dla chłopczyków były wszystkie niebieskie z dwoma motywami - piłką nożną lub samochodami. Dla dziewczynek wszytko różowe i w misie lub... szminki ;-(  Były zaledwie dwie pary śpioszków w kolorze bezpłciowym - białym - ale za to niepraktycznym, tak mi się przynajmniej wydaje. Tak czy siak dumny tatuś stwierdził, ze i tak nauczy córeczkę sztuk walki ;-) Przecież musi umieć bronic się przed Angolami hahaha.

    W drodze powrotnej postanowiliśmy odwiedzić jakieś tam urzędy itp w mieście. Parkując zauważyliśmy młodego dużego psa bez właściciela. W UK jest to niespotykane i od razu zainteresowaliśmy się psem razem z pewną starszą panią, przypadkowo tamtędy przechodzącą. Oczywiście niewiele myśląc poszłam za psem. Wyglądał na młodego, pewnie miał nie więcej niż dwa lata, wychudzony okropnie, głodny, ale zadbany, z obrożą na szyi. Pies okazał się być bardzo przyjazny, chciał się bawić. Starsza pani powiedziała, ze niedaleko jest schronisko i ona go tam odprowadzi. Piesek jednak był zdecydowanie dla pani za silny, więc mój miły go prowadził. Pani  w schronisku zeskanowała pieska, okazało się, ze ma chipa z danymi właściciela, którym okazała się młoda kobieta i twierdziła ona, ze psa sprzedała ponad 2 lata temu... Kłamstwo w powietrzu wisiało ewidentnie... Kazano nam wziąć psa ze sobą i czekać aż się zjawi osoba, którą można nazwać strażnikiem zwierząt z jakiejś tam organizacji. Pies najczystszy nie był, mieszkamy w kawalerce, mamy biały dywan a nasz landlord nie wyraża zgody nawet na rybki. Zatem gdyby któryś z sąsiadów doniósł na psa, moglibyśmy zostać bez dachu nad głową... Tymczasem starsza pani uciekła ze schroniska nie wiadomo kiedy. Rozważaniom co by tu z sympatycznym pieskiem zrobić nie było końca kiedy nagle pojawił się właściwiel. Facet miał łzy w oczach z radości. Mam nadzieję, ze porządnie psiaka nakarmił...

    Tak... dzień był pełen wrażeń ;-) A! I jeszcze jedno - zapytałam pani położnej jak duże jest dziecko to usłyszałam, że nie wie, bo nie mieści się na ekranie. Co prawda ta sama pani mierzyła rączki, nóżki i główke, mogła więc zmierzyć korpus i dodać do siebie kilka cyferek, ale nie... za trudne to, nie wymagajmy... Następny skan w maju, w 32tc i do tej pory nie będzie żadnych innych badań. Taaaaa

 

DZIEWCZYNKA !!!!!!!!!!!

piątek, 27 lutego 2009
Kasa i baba

 Muszę coś Wam opowiedzieć. To taka historia rodem z kina, która zdarzyła się w realnym życiu i szlag mnie trafia, że musiało sie to przytrafić akurat mojemu dobremu kumplowi.

    On: wykształcony, zadbany mężczyzna po 40. uprawiający kilka sportów, z kilkoma zerami na koncie poprzedzonymi odpowiednimi cyferkami. Człowiek mądry, z bogatą przeszłością zawodową i jeszcze ciekawszą przyszłością. Zna biegle kilka języków a kobiety biegają za nim jakby był nagrodą w najważniejszym konkursie na świecie, opędzić się od nich nie może. Kiedyś, dawno temu, był żonaty, dostał porządnie w kość, choc przyznaje, ze z własnej winy wszystko się potoczyło tak a nie inaczej, wówczas był bardzo młody i sam nie wiedział czego chciał. W trakcie rozwodu przeprowadził się do Australii. Tam rozwijał się zawodowo aż dostał wspaniałą propozycję pracy w Europie. Przyjechał i zajął się karierą, kobiety odrzucił na długi czas. 

    Nagle pojawiła się blondynka lat 32, wysoka, wysportowana pani psycholog. Mężatka niespełniona w związku. Układ jest co najmniej dziwny: mąż jest impotentem, zatem seksu nie ma, ale ma karty kredytowe, którymi opłaca wszystkie zachcianki żony i utrzymuje jej chorą ciotkę w Polsce. Mieszkają w Paryżu, dzieci nie mają. Za jego pieniądze zwiedza sobie świat i kupuje buty za 1300 euro para. Poznała mojego kolegę przez internet. Po 3 tygodniach rozmów przez sieć postanowili się spotkać. Spędzili ze sobą dwa dni niewiele rozmawiając za to intensywnie gimnastykowali się w łóżku. Ona stwierdziła, że go kocha i chce mieć z nim dziecko teraz, zaraz, natychmiast.

    Minęły 3 miesiace. Ich spotkania są namiętne, gorące, ale pozbawione rozmów o jej mężu, przyszłości itp. Kolega wreszcie o lampkę wina wypił za dużo i kazał jej się określić czego ona właściwie chce, jakie ma wymagania i przedstawił swoje własne. Ona skwitowała to prosto: męża nie zostawi, bo zostanie bez mieszkania i bez absolutnie żadnych środków do życia, ale chce być z moim znajomym, ponieważ go kocha i chce mieć z nim dziecko, które wychowa sama. Nie interesuje jej reakcja męża na dziecko, a biorąc pod uwagę fakt, że nie kochali sie od roku to pewnie sie domyśli, że to nie jego...  

    I tak oboje się męczą. On już się domyśla, że ona go zostawi, bo chce rodziny i nie zamierza być ogierem rozpłodowym. Ona ciągle mówi o miłości. Maż albo nic nie wie, albo udaje, że nie wie. Spotykają się ukradkiem w całej Europie i czekają aż sama się sprawa rowiąże. Bez sensu. Zupełnie nie widzę w tym żadnego sensu. Najmniejszego. Panienka wykorzystuje obu mężów i udaje, ze nie wie co robi. Szkoda mi tylko ewentualnego dziecka, które nie bedzie miało normalnej rodziny, bo mamusia mu tego świadomie nie chce zapewnić. Szkoda mi też kumpla, że na starość okazał się naiwny jak dzieciak. Niby dociera do niego jak bardzo chora jest ta sytuacja a jednak nadal w niej tkwi. Dlaczego? Dla seksu? Przecież taki gośc jak on może miec baby codziennie jakie tylko chce. One same mu się pakują do łóżka i obrażają się, że kończy się na drinku tylko. A one liczyły na coś znacznie więcej.

    Ehhhh głupi świat, głupie baby. Zdenerwowałam się. Dla mnie to po prostu jest chore.

środa, 25 lutego 2009
Aukcyjnie

Postanowiłam sprzedać tunikę. Tak, tę ciążową. Wystawiłam ją na Allegro. Łącznie kupiłam ją za 12,50Ł (7,50 plus przesyłka). Pomyślałam, że właściwą ceną wywoławczą będzie 5 zł. A co tam. Te 5 plus 8,50 za przesyłkę daje 13,50 czyli 2,30 Ł a w rzeczywistości za przesyłkę zapłacę jakieś 5Ł. Interes po byku. Mam tylko nadzieję, że komuś sie ona przysłuży. Mnie jednak te rozkloszowanie na biodrach nie pasuje, za niska do niej jestem. Taki offtopic :) Link:http://www.allegro.pl/item566690407_tunika_damska_nowa.html

 

niedziela, 22 lutego 2009
Mikołaj czy zajaczki?

    Gdzieś tam w połowie stycznia w Lidlu w poświątecznej wyprzedaży skusiliśmy się z miłym na ogromnego (600g) czekoladowego mikołaja za jakieś grosze. Mikołaj wyglądał tak:

mikołaj

 

    Po opuszczeniu opakowania Mikołaj wyglądał tak:

mikołaj2

 

    Mam dziwną manię czytania etykietek, no wiecie - data ważności, skład itp... Zobaczcie co naprawdę znajdowało się w opakowaniu. Podpowiem - to nie Mikołaj.

 zajaczki

 

    Dla tych, którzy nie są pewni co tam pisze (zdjecie marne, wiem): zajączki z czekolady pełnomlecznej udekorowane czekoladą ciemną i białą. Zatem powyższe zdjęcia to nie mikołaje ale zajaczki. Powiedzcie swoim dzieciom jak wygląda zajaczek :D

sobota, 21 lutego 2009
c.d.

    W odpowiedzi na wczorajsze komentarze dodam dla kontrastu, ze najlepszy na świecie specjalista od wad serca płodów jest Brytyjczykiem i operuje pod Londynem (operacji dokonuje się jeszcze w łonie matki). Podobnie z innym specjalistą zajmującym się wypychaniem jelit z klatki piersiowej, zeby płuca mogły się rozwinąć (też Brytyjczyk i też pod Londynem). Co mnie zastanawia: fajnie, że są tacy ludzie, ze umieją zrobić to co robią, tylko kto do jasnej cholery potrafi wykryć jakąś wadę? Bo moja położna (teraz była inna niż ostatnio) nie wykryje nic sprawdzając mi ciśnienie krwi... Czuję się jakbym robiła eksperyment na własnym dziecku, uda się albo nie uda... A prywatna klinika kosztuje tyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyleeeeeeee pieniążków i nie wiem czy różni sie czymś od NHSu (taki nasz NFZ).

Za komentarze oczywiscie bardzo dziękuję ;-) Zawsze lubiłam Meryl Streep :)

piątek, 20 lutego 2009
Pani położna i "The Devil wears Prada"

    Zaliczyłam kolejną wizytę u położnej. Przesymptyczna kobieta zmierzyła mi ciśnienie, zmierzyła odległość od pępka do kości łonowej i posłuchała pracy serca dziecka. Stwierdziła, że to 17ty tydzień ciąży, podczas kiedy lekarz w Polsce uznał za 19sty. To chyba dosyć zasadnicza różnica, prawda? W każdym razie każdy upiera się przy swoim. Opowiedziałam jak to miałam problem z krwawieniem, że wylądowałam w szpitalu a na końcu w Polsce, bo tu nikt nie potrafił mi pomóc. Pani cierpliwie słuchała. Powiedziałam, że było brzydkie zapalenie, że dostałam globulki, wyrecytowałam jej skład po łacinie. A położna na to: ale już to pani wyleczyła? Tak, wyleczyłam. A, to dobrze. ...... yyyyyyy..... rozumiecie? zero reakcji, nic, kompletnie, zupełnie, absolutnie NIC!!!!! Zapytałam też co mam robic w związku z coraz częstszymi i silniejszymi atakami astmy, mój miły martwi się, że mogę zaszkodzić tym dziecku itd, pani położna na to: proszę zapytać swojego GP.  Potem pani opowiadała jak to marzy jej się urlop w Polsce, bo podobno to taki śliczny kraj...

   Szkoda mi słów i nerwów na komentowanie  tej wizyty i zainteresowania przebiegiem ciązy. Moja ciocia, która jest położną właśnie, powiedziała, ze Anglicy uznają ciążę za ciążę dopiero od szóstego miesiąca!!! Czemu? Bo przecież do tego czasu tyle może się wydarzyć... W efekcie koleżanka z Polski przyśle mi gynalgin na wszelki wypadek...

 

    Z rzeczy pozytywnych: kupiłam i obejrzałam razem z miłym film "The Devil wears Prada". Oczywiście zakup filmu został mocno oprotestowany przez męską część widowni :) Ale na szczęście to nie jest film o panienkach biegających za torebkami czy butami wartymi tysiące dolarów, funtów, euro itp. To film o tym jaką należy być szefową. Przy okazji Meryl Streep jest absolutnie wspaniała! Zresztą w ogóle i w szczególe ją uwielbiam, prawdziwa dama ekranu :) Polecam.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9